Konie, które mnie ukształtowały..

Była sobie raz dziewczynka, Krysia, która umiała rozmawiać ze zwierzętami.. Tak zaczynała się każda bajka, którą opowiadała mi moja Babcia ? Babisia ? tak ją nazywałam. Czy wiedziała, że podobnie będzie wyglądało moje życie? Na pewno miała taką nadzieję. To dzięki Babisi mój Tata od młodych lat jeździł na gospodarskich koniach sąsiadów. Ona sama świetnie jeździła i kochała konie ogromnie.

Konikowo - stajnia, której styl, klimat i najważniejsze: konie i ludzie wywodzą się z historii jednej osoby, która swoim ogromnym sercem wykreowała serce Naszej Stajni. Jego bicie, pomimo zmian miejsc stacjonowania jest coraz mocniejsze, pewniejsze, a echo dociera coraz szerzej.

To historia Krysi - naszej przyjaciółki, trenerki, powiernicy tajemnic i źródła wiedzy o życiu, z którego czerpałyśmy przez nastoletnie lata naszego życia.

Z pamięcią i miłością
Ilona, Tysia, Marlena, Gosia i Kasia

Kiedyś zobaczyli piękną, drobną, siwą klaczkę usiłującą wyciągnąć wóz pełen piasku. Po negocjacjach odkupili ją. Nazywała się Basica. Pamiętam jak tata pokazywał mi poobijane siwe boki, a miałam wtedy cztery lata. Klacz wyjątkowo szlachetna, orientalna- wręcz arabska, o ogromnych mądrych oczach. Basia była wyjątkowo łagodna- "można było jej pod brzuchem chodzić", pod siodłem szalona i ambitna. Jednak kiedy wsiadała na nią czteroletnia Krysia, chodziła ostrożnie ?jak z jajkiem?- mawiał tata. Byłam warszawskim dzieckiem, ale z radością jeździłam do Rybienka pod Wyszkowem i czas spędzałam z moją przyjaciółką Basią. Już wtedy wiedziałam, że chcę mieszkać na wsi, na odludziu, ze zwierzakami i oczywiście z końmi ? takie miałam marzenia. Basia zmarła w wieku około 30lat, gdy ja miałam 18. Była moją opiekunką, nauczycielką i przyjaciółką.

Nastały dwa chude lata bez konia, choć oczywiście nie bez jazdy konnej. Pewnego dnia Tata powiedział, że jego sąsiedzi mają fajnego konia, który będzie pewnie na sprzedaż. Pojechałam i poznałam Grafa. Nie był siwy, nie był orientalny. A jednak był piękny. Czekoladowy kasztan o bardzo rzadkim odcieniu, w starym typie konia wielkopolskiego, mocny, proporcjonalny. Umiał bardzo dużo, a miał podobno dopiero 7 lat. Kupiłam go i się zaczęło... Był agresywny w stosunku do obcych (tylko ja mogłam coś przy nim zrobić), uparty, płochliwy, bardzo wymagający pod siodłem-ciągle z niego leciałam. Poszłam jeździć na Służewiec jako amator, żeby przełamać lęki, w które mnie wpędził. Pomogło - lęki znikęły, bicepsy urosły ;). Jesteśmy ze sobą do tej pory, to jedyny facet, o którym mogę tak powiedzieć ;). Warto się było męczyć z samcem alfa.

Teraz, dzięki niemu mam spokojne stado, mądrze rządzone przez 30-letniego staruszka. Jest w wyśmienitej formie, można zobaczyć go na zdjęciach z tegorocznego hubertusa pod zakochaną w nim Kaliną. Graf ma ogromny dorobek uczniów, którym zaszczepił miłość do koni na całe życie, np. Iwona Stawska-Mikołajczuk, która jest właścicielką pensjonatu dla koni w Koniku Starym pod Warszawą, twierdzi tak jak ja, że to wszystko przez Grafa.

I, oczywiście, moja dziewczynka ? Barbara. Pewnego dnia mój przyjaciel zapytał mnie czy nie przyjęłabym konia do hotelu, jako towarzysza dla Grafa. Kupił konia swojej córce, Łora (xx) po sporcie i szukał dla niego spokojnej stajni. W zamian obiecał mi klacz arabską szwedzkiego pochodzenia, niewpisaną do Polskich Ksiąg Stadnych. Wiedział, że marzyłam o siwej arabskiej klaczy, takiej jak moja pierwsza Basia. I przyjechała. W rodowodzie miała Sankcja, więc nikogo nie powinno dziwić, że przechrzciłam ją na Basię. Zobaczyłam wielkie, mądre oczy, a mój młodszy brat powiedział: "Basia do nas wróciła". Bardzo szlachetna, niezwykle ekspresyjna pod siodłem (czuję to bardzo w każdej części ciała). Uwielbia, jak na nią patrzą, więc... robi wszystko, żeby patrzyli. Twierdzę stanowczo, że w poprzednim wcieleniu była gwiazdą filmową. Cieszy się dobrym zdrowiem, nadal jest szalona pod siodłem i trudno uwierzyć ze ma już 20 lat. Była moim głównym koniem przez 12 lat, lecz teraz powoli ustępuje młodszym: Lessie i Watsonowi.

Mogłabym pisać bez końca, tak bardzo jestem z nich dumna. O mojej Babisi, która mnie bajkami zaczarowała, o moich wychowankach, dzięki którym powstała i rozrosła się stajnia.. Ale to już inna opowieść :)

Historia ta została napisana przez Krysię Leśniewską w 2010r. Niestety latem 2011 Krysia w ciężkim stanie trafiła do szpitala. Wtedy też, w wieku ok. 33 lat, odszedł ukochany koń- Graf. W grudniu 2011 po długiej walce Krysia zmarła. W niewielkim odstępie czasu, w wyniku genetycznej wady budowy układu pokarmowego, padł młodziutki i uwielbiany przez wszystkich Watson. Natomiast Basia pomimo 22 lat cieszy się świetnym zdrowiem i ciągle szaleje pod siodłem w Konikowie.